Klęczałam ze spuszczoną głową w zupełnie nieznanym mi miejscu. Nie wiem, dlaczego, ale spodziewałam się bólu. Nie czułam nic. Położyłam dłoń na ciepłym podłożu, by pomóc sobie wstać. I wtedy to spostrzegłam. Jak przez przydymione szkło mogłam podziwiać niewyraźny krajobraz pode mną. Wydawał się znajomy, a jednak tak obcy. Intensywnie zielone wzgórza i doliny, i mała chatka nad brzegiem strumienia... Byłam tam już, wiedziałam to, ale w głowie miałam pustkę. Wtem jedna zagubiona myśl pojawiła się jakby z nikąd, cicho prosząc o ratunek, niczym list w butelce wyrzucony przez morze na złociste ziarnka piasku. Ale czyj ratunek? Mój własny?
Z trudem podniosłam się i rozejrzałam dokoła. Przede mną ciemność, po lewej i po prawej również, ale jakby nieco mniejsza, za mną szarość i coś przypominające maleńkie światełko w tunelu. Chciałam iść w tamtą stronę, jednak ciemność wzywała, wchłaniała mnie wraz z innymi "cieniami ludzi", które mnie otaczały. I ja byłam taka jak one, nikła, wiotka, bez uczuć...
Ciemność... W niczym nie przypominała mi czerni nocy... Nie, ona była inna. Jak jakaś potężna istota wabiła dusze w swoją stronę, by potem je w siebie wciągnąć na wzór czarnej dziury. Czułam jej obecność, jej wołanie... Ruszyłam w jej stronę z tłumem "cieni"...
List w butelce... Znów kołysał się na falach u brzegu mojej podświadomości. Tym razem odważyłam się do "przeczytać" i tym razem jego treść dotarła do mnie w mgnieniu oka. Walcząc z wpływem Ciemności, zawróciłam i zaczęłam podążać w stronę światła, przedzierając się przez idący w przeciwnym kierunku tłum. Było ciężko... Dwie siły bawiły się mną w przeciąganie liny. Mimo że w tej grze byłam tylko przedmiotem, postanowiłam dopomóc jednej ze stron i z całych sił próbowałam odepchnąć Ciemność od mojego umysłu. Teraz już wiedziałam, czym tak naprawdę była - bramą do innego świata - a zielona przestrzeń pode mną to kraina na granicy rzeczywistości. Chyba w końcu zrozumiałam znaczenie tej nazwy - tu spotykały się równoległe rzeczywistości. Jednak do jakiego świata prowadziła Ciemność? Nie wiedziałam i nie chciałam wiedzieć...
>*< >*< >*<
Obudziłam się ze straszliwym bólem głowy. Coś wewnątrz czaszki pulsowało nieprzyjemnie, odbierając mi wszelką chęć do życia. Nie otwierając oczy, próbowałam skupić myśli i przypomnieć sobie ostatnie wydarzenia. Wspomnienia powracały: Steve zaprosił mnie na kolację, jedzenie było pyszne. A potem... Zboczeniec jeden! Jak on mógł?! Nagły ratunek, tajemnicza postać o hipnotyzującym spojrzeniu i... Pustka...
Nieznacznie rozwarłam powieki, było dość ciemno, widziałam tylko rozmyte plamy szarości. Zamrugałam kilka razy. Przed moimi oczami pojawiało się coraz więcej szczegółów, które wywoływały na moich plecach nieprzyjemny dreszcz. Pomieszczenie, w którym się znajdowałam nie było ani pokojem, ani salą szpitalną. Byłam w jaskini! Z początku podejrzewałam, że to może być ta restauracja, ale wilgotne, chłodne ściany zdecydowanie nie były imitacjami.
Wspierając się na łokciach, uniosłam lekko górną część tułowia, by dokładniej się rozejrzeć. Pomieszczenie nie było zbyt duże, może dwa na trzy metry, o zmiennej wysokości. Leżałam wzdłuż krótszej ściany, na wykutej na kształt łóżka kamiennej platformie, okryta miękką i puszystą pościelą. Po lewej stronie, w przeciwległej ścianie, znajdowały się drzwi, o ile można to tak nazwać. Byłą to dziura o szerokości metra i wysokości dwóch, tak na oko. U góry zawieszone były pasy kolorowego materiału, które sięgając niemal podłoża, tworzyły coś rodzaju zasłony.
Właśnie spoglądałam w tamtym kierunku, gdy pasy rozsunęły się, a do pokoju weszła "tajemnicza postać w czarnym płaszczu", trzymając w ręku miskę pełną różnorodnych owoców. Położyła ją na ziemi, obok łóżka, a następnie wyszła, bez jednego nawet słowa.
Usiadłam na krawędzi łóżka, aby zjeść owoce. Nagle zakręciło mi się w głowie, bo podniosłam się zbyt szybko. Na szczęście nie trwało to długo. Spojrzałam na siebie i cicho westchnęłam ze zdziwienia. Miałam na sobie błękitną koszulę nocną o srebrzystym połysku, chyba z jedwabiu. Od razu wydało mi się dziwne takie zestawienie: jaskinia i jedwabne ciuszki, no i nie zapominajmy o milusiej pościeli. Coś tu było nie tak. Gdzie ja w ogóle byłam? Sięgnęłam po miskę. Owoce wyglądały smakowicie. Większość z nich znałam bardzo dobrze, ale niektórych w życiu na oczy nie widziałam, tak egzotyczne były. Wolałam nie ryzykować i sięgnęłam po smakowicie wyglądającą gruszkę i zatopiłam zęby w słodkim miąższu. W tym momencie do pokoju wkroczył niewielki i bardzo znajomy czarny kot...
Gdy tylko wróciłam do swojego pokoiku, zrzuciłam z siebie część ciuchów, aby obejrzeć ramię, na które spadł kot. Przez całą drogę okropnie mnie bolało, więc byłam pewna, że znajdę na nim kilka czerwonych kropek - dziur po kocich pazurach. Jak wielkie było moje zdziwienie, gdy niczego takiego nie zobaczyłam. Sięgnęłam po lusterko, by przejrzeć się jeszcze dokładniej. Mimo to, nie udało mi się zauważyć czerwonych śladów. Było tam natomiast coś innego, srebrzysta substancja przypominająca brokat. Ale skąd, do cholery, wzięło się to na mnie?! Nigdy nie używałam brokatu, z wyjątkiem imprez. Od kogoś innego też raczej nie mógł się przenieść. Było tego za dużo i w dodatku pod bluzką. Stanęłam przed lustrem i używając drugiego, mniejszego, zaczęłam badać tajemnicze zjawisko. Dopiero po chwili spostrzegłam, że srebrzysta substancja układa się w jakiś regularny wzór. UWAŻAJ NA SIEBIE - odczytałam z pewnym trudem, bo litery nieco dziwnie wyglądają w lustrze. I wtedy kątem oka dostrzegłam jakiś ruch. To czarny kot przechadzał się po zewnętrznym parapecie mojego okna. (Znowu?! Co jest z tymi czarnymi kotami?!)
Nie zwracając większej uwagi na zwierzaka, rozpoczęłam przygotowania do wieczornego wyjścia. Na początku wzięłam długi, ciepły prysznic i umyłam włosy. Z głową zawiniętą w ręcznik wróciłam do pokoju. Czarny kot nadal siedział za oknem. Wyszukanie odpowiedniego ubrania zajęło mi sporo czasu. Nie byłam pewna, co powinnam na siebie włożyć. Steve nie powiedział, jaka to ma być restauracja. Nie wiedziałam więc, czy idziemy do pospolitej knajpki lub pizzerii, czy do ekskluzywnego lokalu. A może to coś pomiędzy? Nie miałam zielonego pojęcia. Po wielu nieudanych przymiarkach zdecydowałam się w końcu na błękitną koszulową bluzeczkę z krótkim rękawem oraz długie, szare spodnie z lejącego się materiału w ciemne, pionowe prążki i żakiet do kompletu, na nogi włożyłam czarne, zamszowe półbuty na niskiej szpileczce. Krytycznie spojrzałam w lustro. Wyglądałam całkiem nieźle, ale czegoś tu jeszcze brakowało. Szybkim krokiem wyszłam do łazienki, aby dokończyć przygotowania. Czarny kot nadal siedział za oknem.
Wyciągnęłam z szafki niewielki ozdobny koszyczek i po kilku minutach szperania wybrałam najlepiej pasującą biżuterię. Gorzej było z fryzurą i makijażem. Zanim udało mi się wykombinować coś co dało w miarę zadowalający efekt, minęła chyba godzina. Spojrzałam na zegarek, było już cholernie późno. Chwytając w pośpiechu torebkę, wybiegłam z mieszkania. Czarny kot, jakby mnie śledził, zszedł z parapetu i zniknął mi z oczu.
Czas nadal mnie gonił. Biegłam, jak tylko najszybciej mogłam, przez co o mało nie połamałam obcasów. Ostatecznie dotarłam na miejsce jakieś dwie minuty przed czasem. Steve już czekał. Ukryłam się za rogiem pobliskiego budynku, aby mnie nie zobaczył w takim stanie - czerwona twarz, rozwiane włosy, niezbyt dobrze ułożone ubranie. Po kilku drobnych poprawkach stwierdziłam, że wyglądam znośnie. Wzięłam głęboki oddech i ruszyłam w stronę chłopaka. Nieco przeraziłam się, gdy zobaczyłam, że ma na sobie garnitur. "Więc to jednak nie pizzeria", pomyślałam.
- Cześć! - spojrzał na zegarek.
- Cześć! Widzę, że równo z czasem - uśmiechnął się.
- Uwierz mi, ledwo zdążyłam - odwzajemniłam się uśmiechem.
- Wiesz, że wyglądasz dzisiaj ślicznie? - zagadnął.
- Serio?
- Jak najbardziej serio. Może pójdziemy już coś zjeść?
- Jasne, jestem bardzo głodna - dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że od południa nic nie jadłam.
Restauracja nie byłą daleko. Lokal nazywał się "Smocza jama", znajdował się w piwnicy i na pierwszy rzut oka wyglądał jak obskurna knajpa. Stylizowane na jaskinię ściany nie sprawiały zbyt przyjemnego wrażenia. Ciemnym tunelem dotarliśmy do głównej sali. Było to spore pomieszczenie o dość wysokim sklepieniu - zajmowała co najmniej dwie kondygnacje. Stoliki stały zarówno w środku sali, jak i na balkonie, nieco poniżej sufitu. Tam właśnie usiedliśmy. Steve przywitał się ze znajomym kelnerem i poprosił o menu. Dość gruba książeczka zawierała wiele nieznanych mi nazw potraw. Nie mogłam się na nic zdecydować. Ostatecznie, za namową Steve'a, zamówiliśmy dość urozmaicony zestaw dla dwóch osób. Jedzenie było po prostu palce lizać! I w dodatku na koszt firmy! Po obfitym posiłku wypiliśmy jeszcze po lampce wina, a potem stwierdziliśmy, że nic więcej w siebie nie wepchniemy i wyszliśmy.
Na zewnątrz było ciemno. Bałabym się sama iść, ale Steve objął mnie ramieniem i od razu poczułam się lepiej. Dopiero gdy wciągnął mnie w jakiś zaułek, zrozumiałam, że miał wobec mnie inne plany.
Moje starania, by wyrwać się, nie na wiele się zdały, gdyż trzymał mnie mocna jedną ręką nieco powyżej pośladków i przyciągał mnie do siebie. Próby krzyku też nie pomogły. Zasłonił mi dłonią usta i wyszeptał do ucha: "Pragnę cię, bardziej niż kogokolwiek innego." Zaraz potem zaczął mnie całować. Mimowolnie odwróciłam głowę. Czułam tylko, jak powoli zaczął ściągać ze mnie kolejne części garderoby. Byłam cholernie wkurzona. W normalnych okolicznościach pewnie nie miałabym nic przeciwko zawarciu "bliższej znajomości", ale takie rozbieranie na ulicy to już niemal gwałt! Jak on śmiał?! Coś w środku mnie zaczęło się gotować, ale nagle gniew minął. Zastąpiło go uczucie ciekawości, które zostało wywołane przez tajemnicze zjawisko w głębi zaułka.
Pochłonęło mnie hipnotyzujące spojrzenie intensywnie zielonych oczu o pionowych źrenicach, które rozbłysły nagle nieco powyżej podłoża. Chwilę później dwa jarzące się punkty zaczęły się wznosić, aż osiągnęły poziom mniej więcej mojej głowy. Ostatecznie moim oczom ukazała się tajemnicza postać w czarnym płaszczu w kapturem. Jednym płynnym ruchem zbliżyła się do nas i nieznacznie potrąciła niczego niespodziewającego się Steve'a, jednak na tyle mocno, aby powalić go na ziemię. Upadając mężczyzna zwolnił swój uścisk. Straciłam równowagę i upadłam w tył, uderzając głową w ścianę kamienicy. Świat zawirował mi przed oczyma. Później była już tylko ciemność.
piątek, 19 marca 2010
| « marzec » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 |
| 08 | 09 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 |
| 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 |
| 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 |
| 29 | 30 | 31 | ||||
Kto tak naprawdę kryje się pod wdzięczną ksywką Mearill? Mam 16 lat, a moje imię to Agnieszka. Ale czy to jest ważne? Ciągle zastanawiam się, co by było, gdybym mogła niemal wszystko, była kimś zupełnie innym. Z tych moich rozmyślań powstał już właściwie cały świat, świat wyobraźni. To właśnie z niego czerpię pomysły do moich opowiadań. Ale z góry ostrzegam, nie oczekujcie nie wiadomo czego, ponieważ mój umysł ścisłowca nieco ogranicza moje możliwości literackie.